Stwierdzanie zdarzeń w świadomości

Dotąd poszukiwaliśmy podstaw, które pozwalają stwierdzać świadomość u innych. Ale problemy, z którymi naprawdę nie umiemy sobie pora­dzić, powstają wówczas, gdy staramy się określić, co nazywamy świa­domością u siebie samych. Nie bez znaczenia jest asymetria tych dwu za­gadnień. Mogę spytać ?Czy on jest świadomy”?, ale nonsensem jest py­tanie, ?Czy ja jestem świadomy?”. Jednakże mogę zadać pytanie bar­dziej konkretne, np. ?czy zdaję sobie sprawę z jakiegoś bólu w moim palcu?”. W istocie nawet jedna_ z eksperymentalnych metod badania świadomości polega na analizie jej ?progu” przy pomocy bodźców o róż­nych intensywnościach, np. o rozmaitej jasności, a także o różnych cza­sach trwania; następnie żąda się od osób badanych, aby stwierdzały, czy te bodźce dotarły do nich. To jednak nie przybliża nas wcale do zrozu­mienia tego stanu, który określamy mówiąc, że mamy świadomość. Wła­ściwie poszukujemy możliwości językowego ujęcia owej szczególnej oso­bistej świadomości naszego życia, tej jakości doświadczenia osobistego, która wydaje się być w jakiś sposób innej natury niż wydarzenia w świecie materialnym, obejmującym nawet nasze ciała. A jednak jest faktem banalnym, że wydarzenia fizyczne w naszych oczach, uszach, no­sie i innych narządach zmysłowych często przynajmniej poprzedzają na­sze przeżycia. Wydarzenia świadomości są bezustannie wywoływane przez poszczególne wydarzenia zewnętrzne. Jest jednak zarazem prawdą, że dla sporej części naszego świadomego życia nie umiemy znaleźć bezpo­średnich poprzedników w zmysłowo postrzegalnych przemianach wokół nas, natomiast mamy słuszne powody, aby sądzić, że wytwarza je w znacznej mierze sam mózg. Bodziec elektryczny w określonym punk­cie kory pobudza określony zespół wydarzeń opisywanych jako dozna­nie w świadomości sytuacji doświadczanej już przedtem ? czyli ?re­lację przeżyciową”. To sa­mo, co może zrobić elektroda bez jakiegokolwiek sygnału ze strony zmysłów, sprawia zapewne stale ten układ, niezależnie od jego natury, który pobudza określone fragmenty pamięci.

W zjawisku świadomości z całą pewnością odgrywa rolę siateczkowaty układ pobudzający. Jest to zespół komó­rek i szlaków nerwowych przebiegających w górę i w dół w pobliżu centrum osi układu nerwowego. Pobudzanie go odpowiednimi bodźcami elektrycznymi sprawia, że zwierzę bądź czuwa, bądź śpi. Układ ten pełni taką rolę w pobudzaniu, że możemy ją określić zasadnie jako inicjowanie- lub likwidowanie epizodów świadomych. Niestety, właściwie nie wie­my, czy i w jaki sposób ten układ przenika do pamięci oraz w jakim stopniu jego działanie jest podobne do działania bezpośredniego pobu­dzania kory. Istnieją ciekawe różnice pomiędzy wrażliwością aparatu obwodowego i centralnego. Jeśli w odpowiednich warunkach pobudza się elektrycznie izolowaną wiązkę nerwów, człowiek potrafi poprawnie wskazać obecność pojedynczego impulsu w jednym włóknie nerwowym. Natomiast pobudzanie elektryczne kory postcentralnej wywołuje wrażenie tylko wtedy, jeśli oddziałuje się serią impulsów w ciągu 0,5 sek. lub dłużej.

Istnieją dalsze dowody, że dla wywołania ?uświadomionego” wraże­nia potrzebny jest dłuższy okres czasu. Błysk światła o intensywności takiej, że ledwo można go spostrzec, staje się ?niewidzialny”, jeżeli na­stępuje po nim drugi, jaśniejszy błysk, nie później niż po upływie 0,2 sek. Jednakże reakcje motoryczne na bodźce mo­gą zachodzić z opóźnieniem nawet czterokrotnie mniejszym (0,05 sek.), i nawet wówczas, gdy występuje jakiś element decyzji. Widać więc wy­raźnie, że pobudzenie wydarzeń w świadomości wymaga złożonej aktyw­ności centralnego układu nerwowego. Zgadza się to z poglądem, że wcho­dzi tu w grę jakiś system porównywania informacji otrzymywanej z mo­delem w mózgu i że właśnie takie pobudzanie pewnej części aktywno­ści naszego układu mózgowego opisujemy jako wydarzenie zachodzące w szczególny sposób wewnątrz nas samych.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.