Problem języka prywatnego

Jest to temat szczególnie najeżony pułapkami językowymi. Musimy uwa­żać, żeby nie wynajdywać ?problemu świadomości” przez sam sposób, w jaki o nim mówimy. Wittgenstein daje temu wyraz, gdy pyta, czy z użyciem słowa ‚świadomość’ wiążą się w życiu codziennym jakie­kolwiek problemy? Ktoś stwierdza: ?Ludzie powiadają zgodnie; że wi­dzą, słyszą, czują itd. … Dają więc świadectwo temu, że mają świadomość”. Wittgenstein odpowiada: ?Ale jakież to dziwne! Komu właści­wie komunikuję coś mówiąc, że: ‚Mam świadomość’? … Cóż, zdania takie jak: ‚widzę’, ‚słyszę’, ‚jestem zupełnie przytomny’, mają istotnie swe za­stosowania. Lekarzowi mówię: ‚Teraz znowu słyszę na to ucho’, komuś, kto myśli, że zemdlałem, mówię: ‚Jestem znów zupełnie przytomny’ itd.”

Zwraca się tu uwagę na to, że w codziennej mowie nie oznajmiamy, że mamy świadomość ? chociaż w pewnej sytuacji mogę powiedzieć, że straciłem świadomość [czy też przytomność, jak powiada trafnie autor cytowanego przekładu ? tłum.J. Może się to wydawać rozszczepianiem włosa na czworo, ale istnieje prawdziwe niebezpieczeństwo, że będziemy wynajdywać trudności używając słów w niestosownych kontekstach.

W każdym razie świadomość nie jest słowem, którym się często po­sługujemy na co dzień. Z pewnością nie jest to nazwa obserwowalnej istności ani rzeczy. Z tego, że przypisujemy sens powiedzeniu ?on jest świadomy” czy ?on jest przytomny” nie wynika, że mówimy cokolwiek więcej używając zdania ?on ma świadomość”.

Wiele trudności związanych z ?umysłem” i ?materią” bierze się z su­gerowanej przez język porównywalności stanów cielesnych i umysłowych. ?Za sceptycznymi absurdami dualizmu znajduje się błędna analogia po­między ‚widzę drzewo’, ‚dotykam tego kamienia’ ? z jednej strony, a ‚czuję ból’, ‚rozumiem ten rachunek’ ? z drugiej strony. Zakłada się, że tak jak pierwsze dwa zdania zdają sprawę z percepcji rzeczy fizycznych i oddziaływania na nie, tak samo dwa ostatnie referują per­cepcję i działanie umysłu. Uznaje się zatem, że na świecie są obok przed­miotów materialnych i manipulacji nimi, także przedmioty umysłowe, jak np. bóle, oraz takie procesy, jak rozumienie, intencje znaczeniowe i myślenie”.

Wittgenstein starał się wykazać, że niezależnie od tego, jakie mogą być możliwe prywatne doznania, nie istnieje możliwość opisania ich w jakimś specjalnym własnym (prywatnym) języku. Język, jakim dyspo­nujemy, jest ze swej istoty publiczny i służy do opisu m. in. naszych własnych stanów. Jednak przy ich opisywaniu musimy stosować do sa­mych siebie te same reguły języka, jakie stosujemy wobec innych ludzi obserwując ich zachowanie się. Słowa, jakich używamy, gdy próbujemy opisać zjawiska ?psychiczne”, są więc z konieczności związane z cechami, które każdy może zaobserwować. ?Każdy proces wewnętrzny musi mieć swoje zewnętrzne kryteria”. Nawet kiedy mówimy ?to boli”, nie opisu­jemy naprawdę bólu, ale reagujemy w sposób skonwencjonalizowany na sytuację.

Argumenty te niezupełnie przekonały innych filozofów. Jedni twierdzili, że oczywiście można sobie wymyśleć własny język. Inni są zdania, że tylko ten może wynaleźć nowe nazwy, np. dla wrażeń zmysłowych, kto już mówi językiem, w którym istnieją nazwy tych wrażeń, tzn, już wie, czym jest nazwa wrażenia zmysłowego. ?… natomiast to, czy ktokolwiek mógł wynaleźć język, sta­nowi zupełnie inną kwestię”. Biolog przypomni nam tutaj, że oczywiście język został ?wynaleziony” przynajmniej raz i że mogą się ujawnić nowe aspekty problemu, gdy dowiemy się więcej o tym, w jaki sposób został wynaleziony oraz o strukturach i czynnoś­ciach mózgu, dzięki którym język się wykształca.

Jedna z trudności takich dyskusji tkwi w pytaniu, jak możemy mówić o własnych doznaniach, które tu wchodzą w grę, skoro nie możemy, by tak rzec, uzewnętrznić ich. ?… żadna najdokładniejsza nawet gestykula­cja z mojej strony nie może skierować cudzej uwagi na moje własne do­znanie umysłu, którego ex hypothesi nikt inny nie może zaobserwować, jeśli ponadto zakładamy, że doznanie to nie ma swego ‚naturalnego wy­razu’ „. Biolog pewnie zwróci uwagę na dwa ostatnie słowa. Czy coś by się zmieniło, gdybyśmy mogli zbadać za pomocą samopiszących elektrod ?naturalny wyraz” czyichś myśli? Czy wzór zapisu prze­biegu prądów elektrycznych mógłby służyć jako jeden z wielu natural­nych wyrazów, tak jak mowa i gesty? Dodatkowa informacja uzyskana tą drogą w istocie ma znaczenie dla tej dyskusji. Wittgenstein utrzymy­wał, że w zdaniu ?wiem, że mnie boli” słowo ?wiem” ma inne znaczenie niż w zdaniu ?wiem, że pada deszcz”, ponieważ w pierwszym przypadku nie można go sfalsyfikować. W zdaniu o deszczu słowo ?wiem” ma taki sens, że potrafię powiedzieć, na jakiej podstawie oparta jest moja wiedza, a ponadto mogę się mylić. Czy w przypadku bólu ma sens powiedzieć, skąd wiem, że mnie boli i czy można sobie wyobrazić, że jestem w błędzie? Przypuśćmy, że odpowiednio umieszczona elektroda wykazuje oznaki aktywności w moim mózgu podobne do tych, które pojawiają się w twoim mózgu, kiedy cię coś boli. Czy takie świadectwo jest jakoś zasadniczo różne od tego, że kiedy mnie coś boli, to mówię ci o tym?

Całe zagadnienie języka prywatnego jest, jak widać, bardzo trudne i zawikłane; być może nie ma na to rady. Niewykluczone, że są tu pewne trudności fundamentalne, które nigdy nie pozwolą przeniknąć tej tajem­nicy. Uczony zapewne nie zechce przyznać, że dał się w ten sposób po­konać słowom. Na razie musimy uznać, że stoimy wobec zagadki, lecz ostatnie dokładne badania lingwistyczne i filozoficzne, a także odkrycia fizjologiczne, przynajmniej sugerują nowe sposoby podejścia do problemu.


Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.