Pojęcia struktury i funkcji

Być może, iż po dotychczasowych rozważaniach łatwiej zrozumieć te czynności, których wyrazem jest życie. Są to te czynności, które zazwy­czaj nazywamy metabolizmem; stanowią one zespół procesów umożli­wiających utrzymanie życia przez układy biologiczne. Te metaboliczne procesy można podzielić i poklasyfikować na różne sposoby. Mówi się np. często o procesach anabolicznych czyli syntetycznych, w wyniku których budowany jest organizm; ich przeciwieństwem są procesy kataboliczne, czyli procesy rozkładu. Granice między nimi nie są jednak w żadnym wypadku dość wyraźne, a taki podział na dwie kategorie za­ciemnia fakt; że wszelki metabolizm stanowi zespół przemian nakiero­wanych na utrzymanie całej organizacji procesów życiowych.

Potrzebna jest terminologia, która nie tylko umożliwi nam opis wszystkich tych przemian, ale i ułatwi zrozumienie, w jaki sposób są one kierowane, że zapewniają ciągłość życia zarówno z dnia na dzień, jak i poprzez wieki. Współcześnie przyjęło się, aby o czynnościach tych mówić jako o ?funkcjach” poszczególnych części. Pojęcie funkcji jako właściwej czynności czegokolwiek jest bardzo stare. W pewnym sensie można je stosować do każdej akcji lub czynności, lecz użyte w stosun­ku do istot żywych implikuje, że akcja ma swój cel ? ?Ciemna noc, któ­ra z okna swą funkcję bierze…”. Pojęcie to nabrało nowego znaczenia, gdy zbudowano maszyny, aby imitowały funkcje cia­ła i towarzyszyły im, co stało się powszechną praktyką w szesnastym i siedemnastym wiekach. Maszyny buduje się, aby osiągnąć pewne cele; dlatego tworzy się takie ?struktury”, które mają spełniać określone ?funkcje”. W porównaniu tym zakłada się, że organizm zbudowany zo­stał do osiągnięcia pewnego celu lub odegrania pewnej roli, i że po­szczególne jego części starają się w pełni tę rolę odegrać. W szesnastym i siedemnastym wieku ten sposób mówienia zadowalał bardziej niż dziś, ponieważ analogię tę można było uzupełnić mówiąc, że ciało zbudowane zostało przez Boga i że ?funkcje” organizmu służą do spełniania boskich celów. Można i dziś tak to wyrazić, choć w bardziej ogólny sposób, ale trudność polega na tym, że obecnie wiemy dokładnie, jak różne rośliny i zwierzęta ?doszły” do swojego obecnego stanu na skutek działa­nia procesów ewolucyjnych przez wiele milionów lat. Cokolwiek miałoby się na myśli mówiąc, że Bóg stworzył organizmy zwierząt i roślin, jedno jest pewne, że nie ukształtował on ich natychmiast i samowolnie w tej postaci, jaką mają dzisiaj. Odkrycia w badaniach ewolucyjnych zmu­szają nas do szerszego spojrzenia niż moglibyśmy to zrobić porównując organizmy z pompami, zegarami czy wiatrakami dostępnymi dla Harveya, Kartezjusza i ich następców, którzy naukę o filozofii oparli na porównaniach organizmów żywych z tymi względnie prostymi maszy­nami.

Znacznie lepszych porównań dostarczają nam współczesne nauki techniczne. Możemy powtórzyć proces opisywania człowieka językiem używanym do jego sztucznych tworów, porównując go ze współczesnymi samokontrolującymi się maszynami. Prymitywne maszyny, takie jak np. wiatraki, młyny wodne i maszyny parowe, przeważnie zastępowały pracę mięśni człowieka i zwierząt. Kontrola tej pracy pozostawała nadal w rę­kach i mózgach ludzi. Z tego też względu głównym zagadnieniem dla fizyki i techniki aż do końca dziewiętnastego wieku był problem energii. Szczegółowe badania nad tym problemem spowodowały z kolei gwałtowny rozwój skomplikowanego aparatu językowego i ma­tematycznego. Równolegle do tego bardziej ścisłe działy fizjologii za­częły zajmować się przemianą energii w organizmie, mierząc ilość pracy wykonanej przez mięśnie, ilość pokarmu potrzebnego dziennie jako źró­dła energii itp. Fizjologia posługująca się porównywaniem żywego or­ganizmu z maszynami służącymi do wykonywania pracy miała olbrzy­mie znaczenie, ale nie była pozbawiona i pewnych braków; niewiele bo­wiem mówiła o kontroli nad wykonywaną pracą. Wiedziano coś na temat działania układu nerwowego w prostszych czynnościach ?odrucho­wych”, brakowało jednak określeń, którymi można by się posługiwać przy opisie bardziej skomplikowanych czynności mózgu. W ostateczności moż­na tylko jeszcze mówić o kontroli jako o właściwości rozumu, który uwa­żano za coś odrębnego od ciała. To dualistyczne podejście wprawiało w zakłopotanie całe generacje filozofów i naukowców i wciąż jeszcze po­woduje, że metody odnoszące się do najważniejszych chyba części nasze­go życia mają poważne wady. Będziemy tu wyrazicielami poglądu, że dualizm ten jest w pewnym stopniu lingwistyczną konsekwencją, że do­tychczas nie mamy takich sztucznych urządzeń, które naśladowałyby czynności mózgu, i że dlatego właśnie brak nam ścisłych określeń, któ­re umożliwiałyby tak dokładny opis jego funkcji, jakim posłużyliśmy się w stosunku do innych części ciała, np. do żołądka lub mięśni.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.